Menu

Aktywny ateizm potrzebny od zaraz

Wieże World Trade Center, po których został tylko gruz i pył, około miliona ofiar ludobójstwa w Rwandzie, wojny, homofobia, rasizm, łamanie praw reprodukcyjnych kobiet - to tylko niektóre z wielu rożnych problemów współczesnego świata. Może warto jednak poświęcić niedługą chwilę na szybki rachunek sumienia i zadać sobie pytanie: czy naprawdę nie jestem w stanie zrzucić ze swych oczu tych bezsensownych klapek ignorancji i dostrzec faktycznej przyczyny rozlewu krwi i cierpienia na świecie? Czy naprawdę muszę udawać, że nieznany jest mi powód tych wszystkich problemów? Przestańmy się wreszcie oszukiwać i powiedzmy to głośno: religia to jedno ze źródeł zła na świecie. Nie ważne w co wierzymy bądź nie wierzymy. Przeciwko agresji, przemocy i nietolerancji powinniśmy wystąpić wszyscy, bez względu na wyznanie czy poglądy polityczne. Wszyscy solidarnie powinniśmy stanąć przeciwko zagarnianiu majątków przez kościół, pedofilii, terroryzmowi, łamaniu praw człowieka, zmuszaniu do rodzenia zgwałconych kobiet. Nie mówię tego tylko do ateistów. Jeśli ktoś naprawdę wierzy w Boga, nie powinien zamykać go w książce popierającej niewolnictwo i udawać, że jego pośrednikami są mężczyźni gwałcący dzieci czy ubierający kobiety w burki. Pora przyznać, że to co miało uczynić świat lepszym, przyniosło odwrotny skutek. Religia za długo panowała nad nami. Aby wszystko naprawić, teraz my musimy zapanować nad nią.

Moje argumenty przeciwko aborcji

racjonaliska

W codziennym życiu wiele z nas spotyka się z wieloma różnymi problemami, w obliczu których trzeba podejmować trudne decyzje i stawić czoło skomplikowanym wyborom. Nie raz można się znaleźć pomiędzy młotem a kowadłem i trzeba wybierać pomiędzy dwoma bardzo ważnymi wartościami. Tym właśnie charakteryzują się wybory i problemy natury etycznej i moralnej. Jednym z takich problemów jest aborcja, czyli inaczej przerywanie ciąży. Stanowi on pewnego rodzaju problem, gdyż jest bardzo kontrowersyjny i zalicza się do problemów natury etycznej, czyli moralnej. Wynika on z faktu, że człowiek ze swojej własnej natury jest istotą płciową. Aby problem dopuszczalności aborcji był rozwiązany, nie może być on pominięty i przemilczany. Powinien on być otwarcie, głośno i bezstronnie, a nade wszystko racjonalnie omawiany. Na ten temat napisałam już dwa, mam nadzieję wyczerpujące wywody. Zawarte w nich było dużo różnych informacji na temat aborcji, jej definicja, rozstrzygnięcie sedna jej sprawy, czyli odkrycie przedziału czasu, kiedy to płód staje się jednym z nas i tym samym najważniejszy argument za jej prawną dopuszczalnością. W najbliższym czasie nie będę chciała jednak rozpisywać się raczej na temat argumentów na rzecz prawa do przerywania ciąży. Są one różne, rozbudowane i jest ich wiele. Pochodzą także z różnych środowisk, nie tylko feministycznych, racjonalistycznych i wolnomyślicielskich, ale nawet religijnych. Takich argumentów w internecie jest multum, ale, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, na wgląd tematyki tego blogu, w tym wpisie będę chciała zawrzeć swoje własne argumenty przeciwko aborcji. Dlaczego?

Dlaczego argumenty przeciwko aborcji są istotne i dlaczego warto się z nimi zaznajomić? Dziecko

  1. Prawie każdy chyba człowiek, mam taką przynajmniej nadzieję, również feminista, feministka, najbardziej radykalny zwolennik wolności reprodukcyjnej, czyli prawa do terminacji ciąży jest jednocześnie przeciwnikiem samego zabiegu aborcyjnego. Do grupy takich osób zaliczam się też i ja. Wyjątki na tym polu oczywiście istnieją, na świecie jest tak dużo ludzi, że wzrasta prawdopodobieństwo, że wśród nich znajdą się osoby o skrajnych poglądach. Jednakże zauważyłam, że prawie zawsze opowiadanie się bezpośrednio za aborcją wynika paradoksalnie z argumentacji religijnej, wbrew pozorom (niektóre istniejące kiedyś jak i współcześnie religie i sekty wręcz zalecają aborcję, patriarchalizm konfucjanizmu oczekuje od kobiet, że usuną one ciążę, w wyniku której narodzi się dziewczynka – tu problem dotyczy nie tylko Chin, ale także Korei Południowej czy Wietnamu, tradycja Indii, wbrew potępieniu aborcji przez panujący w tym kraju hinduizm, zmusza wręcz kobiety do usuwania ciąż, jakie zakończą się narodzinami dziewczynki, a nawet doprowadza do zabijania ich przed narodzinami, tuż po oraz do porzucania ich). Zatem postawą racjonalną jest maksymalnie zapobiegać sytuacjom, jakie niosą za sobą ryzyko aborcji oraz wskazać na niemoralność takiego zabiegu;
  2. Przerwanie ciąży jest problemem natury etycznej, czyli moralnej i słusznie uważa się je za zabieg kontrowersyjny, a takie jej postrzeganie wynika z racjonalizmu i zdrowych wątpliwości w stosunku do czegokolwiek, braku fanatycznej pewności siebie. To nie jest typowo ideologiczny, religijny czy kościelny pomysł, aby zastanowić się nad tym, kiedy i jak powstaje człowiek. Kwestia granic życia człowieka (początku oraz końca jego istnienia) jest kwestią naukową, medyczną i konieczną do rozstrzygnięcia i nie pochodzi z religii. Środowiska pro-choice (za wyborem, za wolnością) na tym polu popełniają błąd, gdyż twierdzą, że „obrońcy życia” powojują się wyłącznie na wierzenia mitologiczne i nauczanie kościoła opowiadając się za zakazem aborcji, a sami oni są najpewniej katolickimi fanatykami. Wbrew pozorom kościół forsując całkowity zakaz aborcji w mniejszym stopniu posługuje się katolicką retoryką. Jest on świadomy tego, że nie może powoływać się tutaj tylko na „etykę” chrześcijańską, gdyż ona z definicji obowiązuje tylko chrześcijan i przez to, że jest związana z konkretną religią jest całkowicie subiektywna i nie potwierdzona żadnymi dowodami. Zdaje sobie on sprawę z faktu, że w Polsce mieszkają nie tylko chrześcijanie i katolicy. Wśród obywateli naszego kraju są też Świadkowie Jehowy, ewangelicy, muzułmanie, zielonoświątkowcy, buddyści i oczywiście niewierzący, agnostycy i ateiści. Nawet jeśli mówimy tylko o chrześcijanach nie koniecznie muszą oni wierzyć we wszystkie dogmaty głoszone przez ich guru, na przykład może chodzić tu o dogmat duszy w zygocie. Kościół wie, że jeśli ma w planach narzucić odgórnie wszystkim obywatelom Polski, bez względu na ich wyznanie czy jego brak swoje poglądy, musi powoływać się na argumentację „uniwersalną”, „naukową”, „medyczną” i „racjonalną”, a raczej, gdyż w przypadku całkowitego sprzeciwu wobec prawa do aborcji taka nie istnieje, sprawiać pozory uniwersalności, naukowości, racjonalności i retoryki medycznej. I w ten sposób kościół musi uciekać się do manipulacji, głoszenia półprawd, nadużyć, przekłamań. Jego „argumenty” w większości bazują na graniu na emocjach, ubarwianiu i naginaniu faktów, ideologizowaniu nauki. Zawłaszcza on także medyczne i naukowe autorytety; werbuje on do grona wyznawców ideologii pro – life lekarzy i naukowców, których postawy i wypowiedzi wydają się prawdziwe z samej racji, że są to specjaliści, a tacy powinni wykazywać się ekspertyzą. Dlatego jestem przeciwna uznawaniu jakichkolwiek autorytetów (również świeckich), gdyż nie ma osoby nieomylnej czy takiej, która nie mogłaby nigdy skłamać, a tacy ludzie mogą wykorzystać swój autorytet i za jego pomocą sterować osobami, które im po prostu wierzą. Jednakże ustalenie początku i końca życia człowieka to obszar poza religijny naszej aktywności, który przez religię został tylko zawłaszczony i wykorzystany jako środek do prowadzenia opresyjnej polityki. W końcu mowa tu o najwyższej wartości – człowieku, jego wolności i autonomii. Nie możemy sobie pozwolić, aby w wyniku działań medycznych przez naszą nieuwagę i niewiedzę czy niezrozumienie zostały naruszone czyjeś prawa;
  3. Aby osoba, zarówno kobieta jak i mężczyzna, której bezpośrednio dotyka problem trudnej ciąży, gdzie wśród opcji służących wybrnięciu z problemu znajduje się aborcja, podjęła trafną i w stu procentach przemyślaną decyzję, musi ona rozpatrzyć sytuację problemową w możliwie jak najszerszym spektrum, rozważyć zarówno argumenty za jak i przeciw aborcji. Jeśli kobieta podejmie decyzję, która będzie ostatecznie w pełni jej decyzją, bez nacisku ze strony osób postronnych, bardzo zmniejsza się ryzyko, że będzie ona jej żałowała i będzie odczuwała negatywne emocje z powodu dokonanego wyboru. Według różnych badań prawie nigdy kobieta nie żałuje dokonanej aborcji czy, jak śmiem przypuszczać, narodzenia swego dziecka pod warunkiem, że to była jej własna, przemyślana decyzja, gdzie nikt jej nie naciskał w jakimkolwiek kierunku. Jeśli dana osoba rozważa przerwanie ciąży, nie pomogą w tym przypadku jednostronne argumenty wyłącznie za aborcją czy wyłącznie przeciw niej. Pełne rozpatrzenie problemu w całości i z każdej strony ułatwia podjęcie decyzji i to tej trafionej, przemyślanej i pewnej;
  4. Wyrobienie w świadomości społeczeństw przeświadczenia, że aborcja, mimo iż jest czy raczej powinna być dostępna prawnie bez względu na jej powód (nawet bez podawania powodu przerwania ciąży) jest jednak wątpliwa pod względem moralnym, nie jest, nigdy nie była i nigdy nie będzie antykoncepcją czy antykoncepcją poskoidalną i w taki sposób nie może być traktowana sprawi, że terminacja ciąży, nawet dopuszczona na życzenie pacjentki nie będzie nadużywana. Wysunięcie różnych (w tym racjonalnych) argumentów przeciwko niej pozwoli ludziom zrozumieć, że lepiej ciąży zapobiegać, niż ją usuwać oraz, że stanowi ona ostateczność. Niemowlę

W internecie roi się od różnych argumentów przeciwko aborcji. Problem z nimi polega na tym, że w większości są one zideologizowane, nieracjonalne, opierające się na manipulacji i pseudonauce (w mniejszej mierze powołują się one na religię i nauki kościoła). Po za tym opowiadają się one nie tylko przeciwko aborcji, ale głównie przeciwko jej prawnej dopuszczalności. Nigdzie jeszcze nie natknęłam się na jedyny chyba tak naprawdę w pełni racjonalny argument przeciwko aborcji, ale to chyba dlatego, że jednocześnie wspiera on wolność reprodukcyjną pod względem prawnym. Poniżej zamieszczę moje własne, osobiste argumenty przeciwko aborcji. Wbrew temu, czego można by się spodziewać po blogu o tematyce wolnomyślicielskiej nie wszystkie będą racjonalne, ale nie będą to argumenty przekłamane i zideologizowane. Wyraźnie wskażę te, które opierają się na rozumie i dowodach oraz stanie współczesnej nauki, te, które odwołują się do emocji, a także te, które wypływają z religii. Niektóre z nich będą tylko częściowo mocne. Nie będzie ich także wiele. Wszystkie z tych argumentów mają się przynajmniej po części opowiadać przeciwko aborcji, ale nie wspierają prawnego zakazu przerywania ciąży, nawet w postaci rzekomego „kompromisu” aborcyjnego (są na to za słabe).

1. Argument z potencjalności.

Właśnie ten argument jest najbardziej racjonalny, opierający się na faktach oraz dowodach i stanie współczesnej wiedzy naukowej i medycznej. Nigdy nie jest on także podawany jako argument przeciwko aborcji, gdyż wspiera on jednocześnie prawo do przerywania ciąży. Gdyby „obrońcy życia” się nim posłużyli to nie dość, że powiedzieliby prawdę na temat aborcji i statusu moralnego płodu, to jeszcze strzelili by sobie strzał samobójczy. Argument ten wskazuje na fakt, że zygota, morula, blastocysta, zarodek oraz płód na wczesnym oczywiście tylko etapie rozwoju będzie człowiekiem, pod warunkiem, że mu na to pozwolimy. To potencjał osoby ludzkiej, potencjalny człowiek, który aktualnie nim nie jest. Oczywiście taki potencjał, przynajmniej połowiczo istnieje także przed zapłodnieniem, ale w wyniku procesu zapłodnienia ustala się w uproszczeniu mówiąc, stosując skrót myślowy, niepowtarzalny, uniwersalny i jedyny w swoim rodzaju, w miarę charakterystyczny dla danego przyszłego człowieka jego projekt, plan na niego w postaci indywiduum genetycznego, czyli pełnej informacji genetycznej, oczywiście przymykając oko na przypadki bliźniaków jednojajowych, klonów i chimer. Od tego czasu ów projekt zaczyna szybko przechodzić do realizacji. Zatem zygota, morula, blastocysta, zarodek oraz płód przed 24 tygodniem trwania ciąży z całą pewnością są potencjalnym człowiekiem, ale już w trakcie szybko postępującej realizacji, czyli, jak to się mówi, już w drodze. Skoro człowiek stanowi najwyższą i nadrzędną wartość (pomijając „wartości” religijne, gdzie wartością wyższą od człowieka jest Bóg czy guru) to potencjał człowieka automatycznie zerem totalnym być nie może. Byt prenatalny w kolejnych fazach rozwojowych ma już pewną, odpowiednio z czasem coraz wyższą wartość i jest to wartość wysoka. Jeśli nie przeszkadzać mu w kontynuacji tego rozwoju przekształci się on w człowieka równego w prawach i statusie moralnym każdemu innemu przedstawicielowi gatunku Homo Sapiens Sapiens. Wszyscy powstaliśmy ze szczęśliwych zarodków i płodów, które powstały, implantowały się w macicy, przetrwały ciąże i ze strony rodziców otrzymały prawo do osiągnięcia stadium człowieka. Gdyby nie stosunek seksualny naszych rodziców bez zabezpieczenia czy z zawodnym zabezpieczeniem i brak aborcji nie byłoby nas tutaj. Wraz z rozpoczęciem jakiejkolwiek, chociażby szczątkowej, prymitywnej i ubogiej bioelektrycznej aktywności mózgowej i przekaźnikowej skomplikowanej sieci neuronów w naszym najważniejszym organie, z którym praktycznie jesteśmy niemalże tożsami, a ta praca mózgu z pewnością ma miejsce po 24 tygodniu ciąży, rozpoczęła się egzystencja i życie odrębnego i autonomicznego człowieka. Przypominam, że obowiązuje nas neurologiczna definicja życia, gdyż obowiązuje nas neurologiczna definicja śmierci. Wcześniej zarodek i płód żyje wyłącznie w sensie stricte biologicznym w taki sam sposób jak żyją ludzkie zwłoki i tak samo jak one stanowią organizm ludzki, w którym jednakże nikogo nie ma (jeszcze bądź już). Zatem „obrońcy życia” wykazują się niekonsekwencją i stosowaniem podwójnych standardów. Zapomnieli najwyraźniej, że manipulując definicją początku ludzkiego życia muszą manipulować także definicją końca ludzkiego życia. Całkowite pominięcie kwestii potencjalnego człowieczeństwa płodu doprowadza do sytuacji, gdzie aborcja jest postrzegana jako czyn neutralny pod względem moralnym (czyli ani pozytywny ani negatywny). Uważa się wtedy, że powinna ona budzić wątpliwości natury etycznej nie większe niż stosowanie antykoncepcji, gdyż ostatecznie skutek obu tych środków powściągających płodność jest ten sam – nie dochodzi do zaistnienia potomstwa. Aborcję wtedy postrzega się tak samo pod względem etycznym jak procedurę pobierania narządów do transplantacji, jako że wczesny płód i zwłoki żyją w taki sam sposób. Osoby zapominające o tej dużej różnicy pomiędzy wczesnym płodem a żywymi zwłokami mogą twierdzić, że nie rozumieją racjonalistów, którzy mówią: aborcja to zło, ale… Do tego argumentu mogę dodać, że cała istota ideologii pro – life opiera się na opinii, jakoby zarodek i płód już od zapłodnienia, od stadium zygoty miałby być aktualnym człowiekiem, zatem uśmiercenie go miałoby stanowić morderstwo dokonane na dziecku. Udowodnienie nie człowieczeństwa zygoty, zarodka i wczesnego płodu obala bezpodstawne tezy „obrońców życia” i wspiera prawo do przerywania ciąży. Jednakże, mimo, iż argument z potencjalności to argument za prawną dopuszczalnością zabiegu aborcyjnego, zwracając uwagę na ludzką potencjalność płodu jest powodem, aby mocno zastanowić się nad aborcją i mimo konieczności zapewnienia możliwości jej dokonania opowiada się za kwestionowaniem jej moralności; 

2. Argument z zabiegu medycznego i jego ryzyka.

Argument ten wskazuje na fakt, że zabieg przerwania ciąży jest zabiegiem medycznym dotyczącym bezpośrednio ciała pacjentki i jak każda operacja takiego typu wiąże się ze stresem, koniecznością odpowiedniego przygotowania do niego, obserwacji po zabiegu i ewentualnymi powikłaniami zdrowotnymi. To zależy jeszcze od wieku ciąży i, co za tym idzie, sposobu dokonywania terminacji ciąży. Najtrudniejsze pod tym względem są zabiegi wymagające interwencji lekarskiej – chirurgiczne usunięcie ciąży i wcześniejsze wywołanie porodu czy wcześniejsze cesarskie cięcie. Zatem wymaga to poważnych zabiegów, obarczonych ryzykiem (tak jak każdy inny zabieg medyczny). Wymaga to wysiłku ze strony kobiety i lekarza oraz ich zaangażowania. Również aborcja farmakologiczna jest zabiegiem trudnym i stresującym. Ponadto zabieg aborcyjny wymagający interwencji medycznej jest zabiegiem ginekologicznym, co jest dodatkowym czynnikiem utrudniającym kobietom podjęcie się go, skoro powszechnie utrzymuje się tendencja, że pacjentki niechętnie odwiedzają ginekologa nawet w przypadku problemów zdrowotnych czy w celu przeprowadzenia badań profilaktycznych. Ten argument sam w sobie zniechęca kobiety do aborcji i oczywiście skupia się na ich odczuciach fizycznych i psychicznych. W żaden sposób nie odnosi się do sytuacji usuwanego w przebiegu aborcji bytu prenatalnego i jak zapewne widać, można go użyć przeciwko każdemu zabiegowi lekarskiemu. Oczywiście aborcja nie niesie za sobą poważnego ryzyka, ale tylko pod warunkiem, że będzie ona przeprowadzona starannie przez doświadczonego lekarza i legalnie. Ponadto w przypadku aborcji na życzenie określana może być jako niepotrzebna ingerencja w ciało kobiety, której można uniknąć. Pamiętajmy jednak, że pewien często przytaczany przez „obrońców życia” argument, który może wydawać się bliski temu opisanemu tu argumentowi, argument twierdzący, że aborcja jest szkodliwa dla zdrowia kobiety, a w skrajnych sytuacjach doprowadza do jej śmierci, innych skutków niepożądanych, powikłań to jest argument, wbrew pozorom, opowiadający się za legalizacją aborcji. To dlatego, że takie problemy po aborcji czy w trakcie jej wykonywania mogą dotknąć pacjentkę w przypadku nielegalnej terminacji ciąży, w podziemiu aborcyjnym czy wtedy, gdy kobieta próbuje samodzielnie pozbyć się niechcianej ciąży. Pamiętajmy, że każdy zabieg medyczny lub inny (na przykład zabieg kosmetyczny ingerujący w nasze ciało) dokonywany niechlujnie, pokątnie, przez osobę niekompetentną, może skończyć się dla nas źle. Opowiadam się za aborcją wyłącznie legalną, kontrolowaną, wczesną, bezpieczną, dokonaną przez doświadczonego lekarza ginekologa w medycznych warunkach. Warto także wspomnieć, że ryzyko niesie za sobą każdy zabieg medyczny, nawet wykonany legalnie i z zachowaniem odpowiednich warunków dokonany przez specjalistę. Przykładem może być usunięcie zęba;

3. Argument emocjonalny.

Jest to argument całkowicie nieracjonalny, ale bardzo silny. Pod wpływem intensywnych emocji, chyba nawet zwłaszcza negatywnych trudno o racjonalność i chłodną kalkulację za pomocą rozumu. Opiera się on na tym, że patrząc na wczesny płód, który swoim wyglądem zewnętrznym zaczyna nam już przypominać małe, bezbronne i niewinne dzieciątko, przyglądając się jego sposobowi życia (ruchy nie mające nic wspólnego jeszcze z mózgiem, bijące serce) po prostu jest nam szkoda taki usunąć. Oczywiście tak jak tu napisałam działa on wtedy, gdy faktycznie zarodek przybiera ludzkie kształty. Możemy nie czuć intensywnych emocji przyglądając się zarodkowi w stadium komórek. W pierwszych tygodniach życia przypomina na przykład kijankę. Ta siła tego argumentu wzrasta wraz z postępem rozwoju ciąży. Oczywiście nie możemy nieracjonalnie i na podstawie emocji wnioskować o obecności życia umysłowego, czyli człowieka w mózgu wczesnego płodu, gdyż o egzystencji osoby ludzkiej nie decydują powierzchowne oznaki życia ciała (te same co płód przejawiają także i ludzkie zwłoki). Również ruchy płodu nie są, i to jest widoczne, kontrolowane przez kogoś, tylko stanowią efekt pracy rozwijających się nerwów i rdzenia kręgowego. Narządy w organizmie ludzkim charakteryzują się sporą autonomią, zatem właśnie mięśnie długo przed powstaniem człowieka czy po jego śmierci zachowują zdolność do skurczu. Nasz mózg jest tak „zaprogramowany” przez ewolucję, aby skłaniał nas do okazywania troski wobec wszystkiego, co nawet choćby z samego wyglądu zewnętrznego przypomina człowieka (płód, zwłoki, do złudzenia przypominające ludzi lalki czy roboty). Raczej ten mechanizm nie opiera się na empatii (zdolność do wczuwania się w cudze emocje, stawiania się na miejscu drugiej osoby, czyli współodczuwanie), gdyż gdybyśmy postawili się w sytuacji wczesnego płodu okazałoby się, że nas nie ma. Zadanie sobie pytania: ‘Jak to jest być tą istotą’ ma sens tylko i wyłącznie w odniesieniu do istot świadomych, czyli posiadających umysł. Możemy zapytać, jak to jest być noworodkiem czy psem. Nie ma sensu pytanie, jak to jest być zarodkiem, zwłokami, drzewem czy samochodem. Mechanizm, o jakim tu piszę jest raczej projekcją, często myloną z empatią – przypisywanie czemuś lub komuś cech właściwych nam samym. Za pomocą tak o to wyglądającej  antropomorfizacji przypisujemy cechy ludzkie tym bytom, które nie są ludźmi i tym samym tych cech nie posiadają, a często w ten sposób „uczłowieczamy” płód, zwłoki czy zwierzęta. Postulat „obrońców życia” jakoby kobiety powinny przed dokonaniem zabiegu przerwania ciąży posłuchać bicia serca zarodka to jest właśnie mechanizm psychomanipulacyjny bazujący na emocjach, czyli odwołujący się do omawianego tu argumentu. Nieracjonalne zbudowanie w przeświadczeniu pacjentki opinii, że bicie serca świadczy o egzystencji człowieka a także zbudowanie w niej więzi z zarodkiem ma na celu odsunięcie jej od zamiaru przerwania ciąży. Oczywiście to samo można zrobić w przypadku zwłok z bijącym sercem, aby przekonać najbliższych zmarłego, że mimo ustania funkcji mózgu ich bliski wciąż żyje oczekując od nich, że nie zgodzą się na pobranie narządów do przeszczepu. Zwykłe emocje mogą pchać nas w kierunku donoszenia ciąży. Są one nieracjonalne, ale nie ma w tym nic złego. Należy jeszcze pamiętać, że argument tu opisany nie jest bardzo mocny, gdyż powołując się na emocje można negatywnie nastawić się do wszystkiego, co wygląda niehumanitarnie. Bazując na emocjach można obrzydzić ludziom wszystko, na przykład sekcję zwłok;

4. Argument wynikający ze sprzeciwu rodziny wobec aborcji.

Jest to argument bardzo kłopotliwy i raczej odnoszący się wyłącznie do przypadku trudnej ciąży, gdzie kobieta waha się w swej decyzji pomiędzy aborcją a porodem, nie jest całkowicie zdecydowana na jedno z tych opcji, czyli w większości z takich przypadków nie mamy do czynienia z sytuacją krytyczną, a nawet ewentualna aborcja byłaby aborcją na życzenie. Ten postulat przeciwko aborcji opiera się na oczekiwaniach partnera kobiety, zwłaszcza, gdy to z nim nastąpiło zapłodnienie i nie dokonał on tego za pomocą gwałtu czy molestowania seksualnego. Ale także będzie tu chodzić o dalszą rodzinę kobiety, na przykład jej matkę, ojca, rodzeństwo czy rodziców partnera. Oczywiście tutaj widać już wyraźnie, że ten argument jest tylko połowiczo dobry (i do takich wraz z nim już docieram w tym wpisie) gdyż zwraca on uwagę  na to czy potencjalny ojciec potencjalnego dziecka i dalsza rodzina jego i kobiety godzi się na aborcję czy jej wręcz oczekuje czy może wręcz odwrotnie. Przecież partner i reszta rodziny może się godzić na aborcję, a nawet jej oczekiwać. Przeciwko aborcji ten argument się opowiada tylko wtedy jeśli partner kobiety i ich najbliżsi nie są zadowoleni z pomysłu przerwania ciąży. Tutaj jest o tyle spory problem, że wszyscy chyba doskonale rozumieją, że ostateczna decyzja jednak wciąż należy do kobiety, gdyż to ona zachodzi w ciążę, ona ją nosi, ona rodzi i karmi piersią i ona będzie znosić cały trud macierzyństwa, ciąży oraz jej przerwania. Nikt nie może jej nagabywać, natrętnie namawiać ani przymuszać czy wręcz zmuszać lub przekupywać, aby wybrała konkretną z tych opcji. Głos partnera czy reszty rodziny liczy się, ale nie jest on równy z głosem kobiety, a tym bardziej ważniejszy od jej zdania (chyba, że pacjentka sama wyznaczy osobę, która ostatecznie zdecyduje za nią). Tu zwracam uwagę, że kobieta, która jest niezdecydowana ma możliwość zasugerowania się pomocą ze strony najbliższych. Jeśli partner i reszta rodziny będzie zachęcać ją do rodzenia, argument ten może być postulatem przeciwko aborcji;

5. Argument z demografii.

To kolejny argument, który sprawia wiele kłopotów i jest tylko połowiczo mocny. Chciałam określić go mianem argumentu z polityki prorodzinnej państwa, ale brzmi to zbyt totalitarnie. Odnosi się on do demografii w danym państwie, na danym kontynencie czy w określonym obszarze świata. Zakłada on, że jeżeli w naszym kraju, regionie czy środowisku życia panuje niski przyrost naturalny, statystyki wskazują na zmniejszenie liczby żywych urodzeń a społeczeństwo się starzeje jest to powód, aby zaistniała ciąża zakończyła się narodzinami, zwłaszcza, gdy jest na tyle zdrowa, że będą to żywe narodziny. Oczywiście istnieją przypadki kiedy to argument ten odnosić może odwrotny skutek. W przypadku, gdy statystyki wskazują na dużą liczbę narodzin dzieci (być może nawet na zbyt dużą), dane państwo, region czy kontynent jest zagrożony nawet problemem przeludnienia jest to przesłanka do tego, aby usunąć ciążę. Oczywiście jestem przeciwna, aby w sposób odgórny, niczym w państwie totalitarnym, politycy państwowi ingerowali w kontrolę narodzin (czyli z powodów demograficznych zakazywało aborcji lub nakazywało jej wykonanie, podobnie jak sytuacja ma się w Chinach, Indiach, gdzie chodzi o demografię czy jak to wyglądało w państwach komunistycznych i nazistowskich Niemczech – gdzie chodziło o opresyjną politykę państwową czy urojoną wizję czystej rasy Hitlera). Kobieta nie może czuć się naciskana powoływaniem się na dobro ogółu społeczeństwa czy tak o to wyglądający utylitaryzm (użyteczność), jednakże jeśli uważa, że ten argument nie narusza jej praw może zasugerować się nim, zwłaszcza, gdy kobiety czasem nie decydują się na dzieci lub decydują się na ich niewielką liczbę uzasadniając to między innymi oczywiście względami ekologicznymi. Dodam, że we współczesnej Europie demografia opowiada się za rodzeniem. Aborcja raczej przyniosłaby korzyści w Afryce czy Azji. Nie potrafię jednak jednoznacznie odnieść się do problemu przeludnienia (który zresztą jest argumentem za prawem do aborcji). Wiele z nas twierdzi, że na ziemi jest nas za dużo. Inne źródła podają, że przeludnienie to mit, a nasza planeta sprawia wrażenie przeludnionej, gdyż nie potrafimy umiejętnie zagospodarować przestrzenią na niej dla nas dostępną, ludność jest rozmieszczona na ziemi nierównomiernie i przeludnione są tylko niektóre jej obszary, takie jak Afryka. Jednakże tu chcę zwrócić uwagę na fakt, że ogromna część powierzchni ziemi to wody mórz i oceanów, pustynie, pustynie lodowe i lasy, które musimy chronić i nie możemy ich wyciąć dla osiedlenia ludzi. Do tego postępujące globalne ocieplenie (nie wiem, skąd się wzięło twierdzenie, że to tylko mit) roztapiając lody na powierzchni ziemi powolutku podnosi poziom wody w oceanach zabierając nam tereny zdatne do zamieszkania działając tym samym na naszą szkodę. Ruchy, które naprawdę są za życiem większą uwagę zwracałyby na problemy ekologiczne dla przetrwania naszego gatunku i życia na ziemi niż przetrwaniem pojedynczych zarodków i życiem w macicy. W każdym bądź razie przeciwko aborcji może opowiedzieć się fakt, że teraz w Europie demografia bardziej zachęca do rodzenia. Nie ma natomiast potrzeby, aby powoływać się na twierdzenie, że naszym biologicznym zadaniem jest rozmnażanie w celu podtrzymania naszego gatunku przy dalszym trwaniu. Aborcja byłaby wbrew naturze w ten sposób pojmowanej, gdyby stosowanie przerwania ciąży przez kobiety było tak częste i konsekwentne, że oznaczałoby to definitywny bunt z ich strony wobec rodzenia, co pociągałoby za sobą to, że przyszłość gatunku ludzkiego stanęłaby pod znakiem zapytania. Taki scenariusz jest wyjątkowo mało prawdopodobny, a aborcja, jaka jest stosowana w krajach cywilizowanych i postępowych (nie mam na myśli na przykład Chin) nie zagraża w najmniejszym stopniu trwaniu ludzkich społeczeństw.

6.  Argument religijny.

Tak jak już wcześniej w tym wpisie napisałam wbrew pozorom wyznawcy ideologii pro – life nieczęsto się na niego powołują (wśród „obrońców życia” są też ateiści i humaniści). Argument ten odnosi się, jak samo określenie na to wskazuje, do religii, czyli do wierzeń, dogmatów i mitologii, zatem jest to argument całkowicie subiektywny, nieracjonalny i nie warto się na niego powoływać. Ale jednak dla osób wierzących, religijnych może być istotny, dlatego postanowiłam, że go tutaj zawrę. Wbrew pozorom nie chodzi mi tutaj o koncepcję duszyczki w zygocie. Na ten temat rozpisałam się w dwóch poprzednich wpisach na temat aborcji i wykazałam dlaczego nie jest on argumentem przeciwko prawu do aborcji, a raczej za jej prawną dopuszczalnością. Ba. Nawet opowiada się on bezpośrednio za przerwaniem ciąży, ale nie będę tutaj tego na nowo niepotrzebnie roztrząsać. Chodzi mi tutaj o samo zdanie religii na temat terminacji ciąży i nauczanie różnych kościołów w tej kwestii. Wbrew pozorom argument religijny jest tylko połowiczo dobry, i to tylko dla tych, którzy w niego wierzą. Dlaczego? Katoliccy „obrońcy życia” powołują się na argument religijny sądząc, że zawsze on będzie przesłanką przeciwko przerywaniu ciąży, gdyż zakładają, że odbiorca, do którego on dotrze będzie miał na uwadze religię chrześcijańską i katolicką, gdyż to tę religię będzie on wyznawał. Nawet, gdy środowiska pro – life odnoszą się do nauczania innych religii to zawsze powołują się na te religie, które faktycznie aborcję potępiają, jak buddyzm czy hinduizm. Zapominają, że nie wszystkie systemy religijne postrzegają ją jako grzech. Argument ten podkreśla, że faktycznie w oczach chyba nawet większości religii i wyznań aborcja jest niedopuszczalna, nawet gdy nie jest określona jako zabójstwo. Katolicyzm wręcz wyruszył na godną politowania krucjatę przeciwko prawom reprodukcyjnym obu płci. Buddyzm, hinduizm czy islam także aborcji nie akceptują. Niektóre jednak wyznania chrześcijańskie nie robią większego szumu wokół aborcji, choć jej zabraniają. Konfucjanizm natomiast jest przykładem religii nieco bardziej liberalnej w tej kwestii. Za prawem do aborcji opowiada się natomiast Amerykański Kościół Episkopalny w USA, należący do kościołów protestanckich. Są religie, które wyraźnie podkreślają, że aborcja czy eutanazja to sprawa czysto osobista i zostawiają ją na sumieniu swych wiernych (raelianizm, Kościół Latającego Potwora Spagetti). Inne nawet nie mają zdania w tej kwestii (Shintoizm). Niektóre, choć kiedyś były przeciwne aborcji, dziś dopasowują się do realiów współczesności i dopuszczają ją (japoński buddyzm). Problem jest jednakże nie tylko wtedy, gdy dana religia jej zakazuje, ale także jej nakazuje – do selektywnych aborcji ze względu na żeńską płeć płodu nakłania konfucjanizm, który dodatkowo głosi, że człowiek zaczyna się w dniu narodzin, co może mieć tragiczne skutki. Ponadto bezpośrednio za aborcją opowiada się Kościół Eutanazji. Również w obrębie Kościoła Scjentologii kobiety spotykają się z nakłanianiem do przerwania ciąży. Zatem ten argument jest zależny od tego, jaką religię wyznajemy. Chciałabym tutaj jeszcze zauważyć, że nie powinno się podchodzić do zakazu aborcji w swej religii zbyt fundamentalistycznie, gdyż kobieta takim rygorem może zaszkodzić sama sobie. Poświęcić swe życie, osierocić już narodzone dzieci i uczynić partnera wdowcem w imię religijnych urojeń i fanatycznej ochrony płodu, który też nie musi przeżyć. Takie sytuacje miały miejsce i doprowadza do nich raczej nie świecki sprzeciw wobec aborcji tylko religijny fanatyzm.  Do tego dodam, że Biblia nie zakazuje aborcji, więc dużo osób twierdzi, że rygorystyczny sprzeciw kościoła wobec przerwania ciąży to wypaczenie wiary, a także, że tym samym katolicyzm w coraz mniejszym stopniu jest chrześcijaństwem;

7. Argument z sytuacji lekarza.

Osobiście uważam, że problem obecnej we współczesnej Polsce klauzuli sumienia, czyli deklaracji wiary i sumienia powinien zostać rozwiązany, a sama klauzula nie powinna być nadużywana. Jednakże nie oznacza to, że powinna (moim przynajmniej zdaniem) być całkowicie wyrzucona i zapomniana. Czytałam wypowiedzi pewnego ginekologa, który twierdził, że klauzula sumienia jest zupełnie niepotrzebna, gdyż nie każdy musi być ginekologiem. Ja osobiście sądzę, że jeśli ktoś już startuje do tego zawodu, musi być świadom, co go czeka w takiej pracy i to nie może być ukrywane. Ale przecież każdy student medycyny doskonale wie, na co się porywa. Jednakże pragnę tutaj zwrócić uwagę na fakt, że możliwość odmówienia wykonania zabiegu aborcyjnego przez lekarza, który z różnych powodów (może nawet nie musieć ich podawać) nie chce się podjąć jego dokonania, pod warunkiem, że wskaże innego specjalistę, który wykona ów zabieg jest gwarantowana przez prawo Unii Europejskiej. Wyjątkiem jest tutaj bezpośredni stan zagrożenia życia kobiety w ciąży, kiedy to ginekolog nie powinien mieć większych obiekcji natury moralnej do podjęcia stosownego działania wiedząc, że ratuje najwyższą wartość – człowieka. Ponadto uważam, że do kosza powinna trafić klauzula sumienia w wersji religijnej. Lekarz, który ją podpisuje może odmówić nie tylko aborcji, ale i także na przykład wykonania procedury pozaustrojowego zapłodnienia. Nie każdy lekarz, który nie chce przerywać ciąży odmawiać także będzie chciał pomocy w jej uzyskaniu, czyli czegoś całkowicie odwrotnego do aborcji. Ponad to taka klauzula kładzie nacisk na sumienie, czyli coś co jest całkowicie subiektywne i ułatwia nadużywanie prawa medycznego. Czy nie lepiej, aby odwoływała się ona do emocji, w które osoba postronna może się przecież wczuć, zrozumieć je i przez to ich subiektywność nie jest taka oczywista. Problemem jest też to, że deklaracja wiary i sumienia jest deklaracją lekarzy katolickich, czyli dla lekarzy wierzących i to nawet w katolicką mitologię. Czy zatem lekarze-muzułmanie są zmuszeni do wykonywania aborcji i wykonywania in vitro tylko dlatego, że nie są katolikami? Czy każdy ginekolog – ateista to zapalony aborter? Uważam, że każdy lekarz ma pełne prawo odmówić dokonania zabiegu aborcji chirurgicznej, pod warunkiem, że skieruje pacjentkę do lekarza, który podejmie się jej wykonania, ale nie ze względu na wiarę czy sumienie. Powodów takiego posunięcia może być wiele. Może ów lekarz nie czuje się na siłach, by przeprowadzić taki zabieg, nie jest pewny czy umie go zrobić? Może z powodu obecnej w przestrzeni publicznej nagonki na problemy aborcji boi się, że „obrońcy życia” przykleją mu niechlubną etykietkę mordercy? Może po prostu nie chce robić aborcji i nie musi się z tego tłumaczyć? Ale na pewno uważam, że w centrum takiej sytuacji powinny być emocje takiego lekarza, a takie emocje odczuwa się bez względu na wyznanie czy jego brak. Inna jeszcze jest sytuacja w przypadku aborcji farmakologicznej, kiedy to lekarz nie działa bezpośrednio i nie musi przyglądać się efektom wykonywanej przez siebie pracy, a takie obrazy najbardziej oddziałują na emocje. Jeśli lekarz jednak dokonuje tej aborcji, to wiadomo: chcącemu się krzywda nie dzieje. Również lekarze przerywający ciąże twierdzą, że nie jest to dla nich forma rozrywki. To zabieg trudny nie tylko dla kobiety. Każda kobieta decydująca się na aborcję chirurgiczną lub przez przyśpieszony poród czy cesarskie cięcie angażuje w swe decyzje bezpośrednio lekarza. To nawet on aktywniej uczestniczy w tym procesie, gdyż to on obserwuje pole operacyjne i bezpośrednio to jego dłonie przyczyniają się do obumarcia płodu lub zarodka. Ten argument co prawda jest już bardzo słaby, gdyż lekarze jako specjaliści i eksperci doskonale wiedzą, co robią i wiedzą, że nikogo nie zabijają. Jeśli nie chcą z jakiś powodów dokonywać zabiegów aborcyjnych, to wiedzą, że mają otwartą furtkę, aby z nich zrezygnować. Ci, którzy ich się podejmują, najwyraźniej nie mają z tym aż tak dużych problemów. Jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że każda aborcja wymagająca bezpośredniej medycznej interwencji wymaga pomocy lekarza, który nie zachwyca się tym, że wykonuje aborcje. Tacy lekarze często mówią o sobie, że to nie jest takie proste, ale cieszą się, że mogą pomóc kobietom (w końcu od tego są ginekolodzy), ich partnerom, rodzinom i już istniejącym dzieciom. Trzeba pamiętać, że wbrew pozorom i wykrzykiwanym przez ideologiczne feministki słowom aborcja to nie jest sprawa wyłącznie kobiety. Jakość życia pojedynczych jednostek odbija się na związkach, rodzinach i w efekcie na całych społeczeństwach. Jak badania wykazały jednoznacznie zalegalizowanie aborcji w badanym kraju przyczyniło się do spadku przestępczości w społeczeństwie. Tak więc podstawą ładu społecznego jest bezpieczeństwo, dobrobyt i wysoka jakość życia, i jak potwierdziły ów badania, wysoka jakość dzieciństwa. Wracając do emocji lekarza chciałam także dodać, że ja będąc ateistką i zwolenniczką praw reprodukcyjnych, sama nie chciałabym dokonywać aborcji, zarówno sobie jak i innym kobietom. Uważam, że aborcja to zabieg trudny zarówno dla kobiet, ich partnerów, reszty rodziny jak i dla lekarzy i innych pracowników służby zdrowia asystujących przy takim zabiegu. Właśnie dlatego tacy lekarze budzą we mnie szacunek i uznanie, gdyż podchodzą do pacjentki i jej rodziny empatycznie, nie stawiają w centrum swoich własnych emocji, dokonują czegoś, czego nie każdy by się podjął, a co ma na celu dobro człowieka. Takie osoby, moim zdaniem, muszą mieć silną psychikę ze stali i być odporne na zmanipulowaną propagandę antyaborcyjną, a to się ceni;

8. Argument z działania na granicy życia i nieistnienia.

Aborcja jest zabiegiem dosyć kontrowersyjnym także ze względu na fakt, iż jest to działanie na granicy życia i śmierci (dziecko przed rozpoczęciem jakiejkolwiek aktywności mózgowej de facto nie żyje. Żyje tylko wczesny płód czy zarodek, z którego ono powstanie, jego ciało, podobnie jak po śmierci człowieka nadal żyje jego ciało). Tutaj zwracam uwagę na fakt, że każdy, kto nigdy nie zjawił się na świecie nie żyje. My ogólnie śmierć postrzegamy jako to, co ma miejsce po ustaniu funkcjonowania naszego mózgu, ale warto dostrzec fakt, że ma ona także miejsce przed rozpoczęciem jego aktywności. Aborcja mimo, że ma takie same skutki jak antykoncepcja i antykoncepcja poskoidalna jest tak jakby zapobiegnięciem powstania kogokolwiek w pośpiechu, gdyż czasu potrzebnego do powstania nowego człowieka jest niewiele. Poprzez aborcję zapobiegamy powstaniu kolejnej jednostki ludzkiej prawie tuż przed jej potencjalnym zaistnieniem. Granica czasowa jest tutaj zatem cienka. Bardziej etycznie postrzegane są metody zapobiegania powstania dziecka dalej przed jego potencjalnym pojawieniem się, na dłuższy czas przed rozpoczęciem jego życia, czyli antykoncepcja. Już pigułka po (antykoncepcja poskoidalna) jest inaczej oceniana moralnie, gdyż wiąże się z przekroczeniem tej pierwszej granicy, która nie powinna wzbudzać żadnych obiekcji natury moralnej, czyli antykoncepcji i również przyjęcie takiej pigułki jest działaniem w pośpiechu, gdzie czas działa na niekorzyść pary. Tutaj widzimy dlaczego niektórzy mogą stopniować kontrowersyjność zabiegu aborcyjnego ze względu na wiek ciąży poddawanej przerwaniu. Mimo, że usunięcie zarodka 6-tygodniowego, 10 – tygodniowego i płodu 18-tygodniowego skutkuje tym, że nikt nie zaczyna istnieć w wyniku ciąży to jednak wolimy, aby aborcja odbyła się w 7 tygodniu ciąży niż w 20 tygodniu. Dlatego moim zdaniem usunięcie zarodka w 8 tygodniu ciąży na przykład nie równa się usunięciu płodu w 19 tygodniu. Tutaj widzimy, że wraz z upływającym czasem, rozwojem ciąży granica pomiędzy nieistnieniem a istnieniem jest coraz cieńsza. Co prawda takim działaniem na granicy życia i śmierci jest też pobranie narządów do transplantacji. Dawca organów musi nie żyć już w stu procentach, ale od czasu zgonu do pobrania narządów musi upłynąć tak niewiele czasu, że jego ciało i narządy pobierane dla ratowania innych ludzi musi jeszcze żyć. To też jest cienka granica. W przypadku aborcji ten argument jest wzmacniany przez wzgląd na ludzką potencjalność wczesnego płodu. Działamy tutaj tuż przed pojawieniem się nowego człowieka, a nie tuż po zakończeniu jego egzystencji. Ze względu na opisany tu argument uważam, że jeśli konieczna jest aborcja warto, aby przeprowadzona była jak najwcześniej.        

Być może argumentów przeciwko aborcji jest więcej. Jeśli tak, zapewne są one bardzo słabe, skoro już niektóre z argumentów tutaj przytoczonych nie mają w sobie dużej siły. Jak widać, nie wszystkie pozycje z tej niedługiej listy są racjonalne, ale od wszystkich innych przekłamanych i silnie nieraz zideologizowanych argumentów przytaczanych przez wyznawców ideologii pro – life mają chociaż jakikolwiek sens i rację bytu. Wyraźnie też widać, że mają one być argumentami przeciwko aborcji, ale nie mogą blokować samej jej legalizacji. Wiele innych argumentów mających opowiadać się przeciw usuwaniu ciąży pochodzą z ideologii, a także wynikają z niezrozumienia sytuacji, w jakiej znajduje się kobieta, która potrzebuje przerwać ciążę.

Dlaczego oddanie dziecka do adopcji to nie jest alternatywa dla aborcji? Adopcja

Przeszukując internet w poszukiwaniu argumentów przeciwko przerywaniu ciąży natykałam się na wiele różnych argumentów, które rzekomo miałyby opowiadać się nie tylko przeciw aborcji, ale nawet przeciw jej legalizacji. Wśród nich oczywiście nie mogło zabraknąć pozycji przekłamanych, zideologizowanych i religijnych. Niektóre jednak tętniły wręcz brakiem zrozumienia trudnej sytuacji kobiety chcącej dokonać aborcji, brakiem empatii i wrażliwości. Bo co innego można powiedzieć o tezie twierdzącej, że matka może urodzić dziecko i oddać je do adopcji? Pacjentka może donosić ciążę i zakończyć ją porodem, zarówno naturalnym jak i, w razie potrzeby, poprzez cesarskie cięcie a następnie zrzec się praw rodzicielskich do dziecka. W wielu miejscach w Polsce funkcjonują także tak zwane okna życia, często prowadzone przez siostry zakonne, gdzie anonimowo można porzucić niechciane niemowlę. Mają one uratować dzieci przez pozostawieniem na śmietniku, w innych miejscach bez opieki czy nawet, w sytuacjach wyjątkowych, przed dzieciobójstwem. Dlaczego jednak oddanie dziecka osobom postronnym nie jest alternatywą dla przerwania ciąży?

  1. Uważanie oddania dziecka do adopcji za alternatywę dla aborcji wciąż jest zmuszaniem kobiety do donoszenia ciąży, urodzenia potomka, a więc znoszenia przez organizm kobiety całego ciężaru, zarówno fizycznego, psychicznego, emocjonalnego jak i duchowego ciąży i porodu. Wciąż jest zniewoleniem ciała i psychiki kobiety. Kobieta w dalszym ciągu nie może decydować o swoim ciele, życiu (rozumianym jako jakość życia, a nie trwanie w czasie), zdrowiu i samopoczuciu. Wbrew swej woli poświęca się w całości na dziewięć miesięcy. Przerwanie ciąży odbywa się na wczesnym etapie tego stanu organizmu kobiety, zanim w jej łonie znajdzie się ktokolwiek, zanim zostanie ona matką, najczęściej zanim zacznie odczuwać jakiekolwiek ruchy płodu, które często przywiązują kobietę emocjonalnie do płodu. Kobieta na aborcję nie musi długo czekać a sam zabieg, przygotowanie do niego i ewentualna obserwacja po nim jest mniej obciążająca niż ciąża i poród. Alternatywą dla aborcji byłaby dziś jeszcze i w najbliższych, być może nawet tysiącleciach, nieosiągalna wizja futurologów, jaką jest sztuczna macica, w jakiej byłby możliwy pełny rozwój zarodka i płodu, po za organizmem matki (ciąża egzogenna). Jedyna sztuczna macica jaka istnieje to tylko ulepszenie inkubatora, inkubator wyższej generacji, który ma na celu ratować ekstremalne wcześniaki (od 22 tygodnia życia płodu – 24 tydzień ciąży). Gdyby technologia i medycyna sięgnęłaby tak zdumiewającego etapu, że byłaby w stanie obdarzyć nas takim osiągnięciem, „aborcja” polegałaby na usunięciu zarodka czy płodu z macicy kobiety traktując te byty prenatalne jak pełnoprawnego pacjenta i umieszczeniu w tak o to wyglądającej kapsule zastępczej, gdzie embrion czy płód rozwijałby się pod czujnym okiem specjalistów. Alternatywą dla aborcji byłoby także, niemożliwe dziś, przeszczepianie zarodka lub płodu do macicy chętnej matki zastępczej. Obie wizje są nie realne, choć oznaczałyby praktyczny koniec aborcji (jedyne przerwanie rozwoju bytu prenatalnego mogłoby mieć miejsce w przypadku stwierdzenia ciężkiej i nieuleczalnej choroby lub ciężkiej i nieodwracalnej wady płodu lub zarodka, gdzie doprowadzenie do ich obumarcia miałoby przysłużyć się bezpośrednio samej osobie, jaka miałyby przyjść na świat z takiej ciąży – w przypadku, gdy tak obciążony płód rozwijałby się w macicy kobiety zastępczej należałoby kierować się jej wolą, aby nie była ona przymuszana do tak wyglądającego zabiegu aborcyjnego). Nie chcę wygłaszać pesymistycznych przypuszczeń, ale nie sądzę, aby opisane tu wizje kiedykolwiek się ziściły. Ponadto, co widać wyraźnie w poruszonym tu problemie rzeczywistej aborcji nastawionej na obumarcie zarodka lub płodu w przypadku jego wad i uszkodzeń, takie rewolucyjne rozwiązania pociągają za sobą nowe problemy natury moralnej i etycznej. Zatem warto cieszyć się, że naszym kłopotem jest jedynie zwykła aborcja, silnie uzasadniona i jest to kłopot już praktycznie rozwiązany. Jedyną opcją, kiedy to kobieta zachowuje pełnię władzy nad swoim ciałem, po niechcianym zagnieżdżeniu się w jej macicy blastocysty jest niestety prawo do przerwania ciąży;
  2. Osoby, które wygłaszają takie hasła typu: urodź i oddaj do adopcji w żaden sposób nie potrafią wczuć się w sytuację i emocje matki, ojca i rodziny, która ma oddać nowo narodzone dziecko obcym ludziom. Takie „mądrości” świadczą wyłącznie o zupełnym braku empatii ze strony ludzi, którzy nie wstydzą się takich kontrowersyjnych haseł. Nie mają oni za grosz wrażliwości i najprawdopodobniej sami nigdy nie znaleźli się w podobnej sytuacji. Jednakże empatia jest właśnie po to, aby samemu nie musieć znaleźć się w pewnych okolicznościach, a mimo to wiedzieć, co czuje człowiek czy inna istota świadoma, która ich doświadczy. Już wtedy, gdy kobieta poczuje pierwsze ruchy płodu może kierować wobec niego ciepłe uczucia. W przypadku ciąży niechcianej czy po prostu znienawidzonej (na przykład będącej owocem gwałtu) mogą to być mieszane uczucia. Kobieta ciążę, która zakończy się narodzinami dziecka jakie będzie miała oddać do adopcji, traktuje i prowadzi jak każdą inną ciążę. Dba o płód, chodzi do lekarza, stosuje dietę, może przyglądać się obrazowi na ekranie USG podczas badania ultrasonograficznego, przerwać pracę zawodową, jeśli pracowała przed zajściem w ciążę. W końcu jest świadoma tego, że wraz z przekroczeniem granicy możliwej aborcji po pewnym czasie nie nosi w sobie pustego ciałka przyszłego człowieka, tylko po prostu człowieka, swoje własne dziecko, jego ciało, w którym już ktoś jest. W trzecim trymestrze ciąży zatem wytwarza się silna więź emocjonalna pomiędzy matką a nienarodzonym jeszcze dzieckiem. W kobiecie budzi się instynkt macierzyński. W końcu następuje poród, w który matka wkłada całą siebie, angażuje się emocjonalnie. Słyszy pierwszy krzyk noworodka. Pojawia się laktacja, czyli organizm matki produkuje mleko dla dziecka. „Obrońcy życia” potrafią zabłysnąć perełką intelektualną wygłaszając, że kobieta sama nie jest w stanie podjąć decyzji w sprawie przerwania ciąży. Śmiem w to wątpić. Dlaczego? W czasie, gdy kobieta może dokonać aborcji jej decyzje nie są dyktowane ani warunkowane emocjami. Decyzja podejmowana jest po dokonaniu chłodnej kalkulacji, bez skażenia jej namiętnościami, zwłaszcza, gdy jest to decyzja istotna, rzutująca na całe życie kobiety, jej partnera i ich rodziny. Przede wszystkim wtedy, gdy byt w jej łonie nie jest zwykłym embrionem a dzieckiem pojawia się problem emocji. Wbrew pozorom to właśnie w przypadku oddania narodzonego dziecka matka może mieć problem w podjęciu tak ważnej decyzji. Rzutuje ona na życie jej, jej partnera, ich rodziny, ale także na życie dziecka (rozumiane jako jego jakość). Według badań niewiele kobiet chętnie oddaje dziecko po narodzinach. Ponadto w taką decyzję po równo w raz z kobietą zaangażowany może być partner matki, zwłaszcza, gdy to on jest ojcem dziecka. Do tej pory jego głos w sprawie aborcji liczył się oczywiście, ale w mniejszym stopniu niż głos kobiety, a nie był traktowany na równi. Potrzebna jest tutaj zatem zgodność obojga rodziców. Co wtedy, gdy ojciec będzie opowiadał się za oddaniem dziecka, a matka (z racji przywiązania emocjonalnego wytworzonego w czasie ciąży i porodu) będzie chciała wychować potomka? Co wtedy, gdy będzie na odwrót – matka będzie chciała dziecko porzucić, a ojciec będzie temu przeciwny? Trzeba zatem rozpatrywać sytuację w możliwie jak najszerszym jej spektrum, głęboko ją analizując, nie oceniając po powierzchownym i płytkim „rzucie oka”. Jak widzimy po obserwacji świata łatwiej jest usunąć zarodek niż oddać dziecko;
  3. Czy nie jest dziwne, że wyznawcy ideologii pro – life lobbują z tak wielkim zaangażowaniem za podmiotowym traktowaniem bytów prenatalnych, ale kiedy ów płód staje się dzieckiem i opuszcza łono matki jest ona przez nich zachęcana, aby porzuciła to dziecko? Absolutnie nie chcę tutaj krytykować w żaden sposób matek i ojców, którzy oddali swe dzieci do adopcji, niosąc tym samym nadzieję dla par bezdzietnych i bezpłodnych (i nie tylko) , które zainteresowane są adopcją dziecka do swej rodziny. Także nie krytykuję tego postępowania w przypadku, gdzie rozwiązanie to miało przyczynić się do uniknięcia aborcji. Jednakże sama nie widzę siebie w roli matki zostawiającej w szpitalu swe dziecko po urodzeniu jego. Uważam, że urodzenie dziecka i oddanie go w ręce obcych zupełnie ludzi jest tylko trochę bardziej etyczne od dokonania aborcji jeśli nie nawet na równi nieetyczne. Dlaczego? Zarodek to zarodek. Widzimy wyraźnie, że nie posiada on nawet prawnej ochrony życia, można nawet z najbardziej błahych powodów doprowadzić do jego obumarcia (dla zewnętrznych obserwatorów mogą to być powody błahe i niedojrzałe, dla kobiety czy pary decydującej się na przerwanie ciąży te powody mogą być wszystkim, zatem sprawa może być tutaj subiektywna). W przypadku dziecka tak nie jest. Jest ono człowiekiem, osobą ludzką i podmiotem. Przysługują mu wszystkie prawa, w tym prawo do życia. Oddać to ja mogę towar do sklepu. Oddać to można psa do schroniska (choć i to bywa bolesne dla opiekunów). Takie pozbycie się dziecka, porzucenie go nie znajduje w moich oczach uznania większego niż usunięcie jego potencjału. Tutaj widzimy, że kobieta donosi ciążę i rodzi tylko po to, aby zostawić własne dziecko i odejść jak gdyby nigdy nic, jakby była surogatką, która dziecko rodzi dla jego rodziców adopcyjnych z tą różnicą, że za darmo. Nad takim oddawaniem człowieka, który wymaga naszej opieki i ma do nas prawo warto zatem się zastanowić;
  4. Dla wyznawców ideologii pro – life życie jest praktycznie święte. Ale jak oni rozumieją te życie? Jako trwanie w czasie, nie ważne jak, nie ważne gdzie, nie ważne z kim. O takie życie chodzi. Jedynie w jego biologicznym wymiarze. W taki sposób żyją zwierzęta. Żyją bowiem z dnia na dzień, z nadzieją, aby coś upolować i zjeść, żeby przeżyć i rozmnożyć się, aby gatunek przeżył. Żyjąc w taki sposób faktycznie rozmnożenie się i podtrzymanie gatunku w ten sposób jest priorytetowe. Jednakże ludzie tym różnią się od zwierząt, że leżenie i dychanie to dla nas stanowczo za mało. Z naszej przyrodzonej i niezbywalnej godności wynika prawo do życia godnego dla nas, życia na jakimś co najmniej przeciętnym poziomie. Zatem życie może być rozumiane jako trwanie w czasie (jak to ma miejsce w wyjątkowo nie humanistycznej wizji „obrońców życia”) jak i jego jakość, która liczy się ogromnie w przypadku ludzi. Kiedy wygłaszamy zdanie: ‘Od tego zależy moje życie’ nie mamy na myśli, że od pewnej sprawy zależy to czy będziemy w najbliższych dniach w ogóle istnieli. Nie oznacza to, że mamy do czynienia ze sprawą życia i śmierci. Oznacza to, że od tej sprawy zależy to jak nasze życie będzie wyglądać, jaka będzie jego jakość. Jednym z argumentów na rzecz dopuszczalności prawnej przerywania ciąży jest argument z losu porzuconego dziecka. Co prawda zauważyć można, że bardziej nie broni on raczej prawa do aborcji tylko prawa dziecka do bycia nie porzuconym i wychowywania się z biologicznymi rodzicami oraz tym samym opowiada się przeciwko porzucaniu dzieci. Ale zwraca on uwagę na jakość życia dziecka, na które nie ma miejsca w życiu rodziców z różnych powodów. Jak widać, w przypadku aborcji najczęściej na niej problem się kończy, gdyż nowego człowieka jak nie było nigdy tak dalej nie ma. Podobnie jakbyśmy nie dopuścili do niechcianego zapłodnienia, czyli skutecznie korzystali z antykoncepcji. Wbrew pozorom urodzenie dziecka i porzucenie go nie jest rozwiązaniem problemu. Wtedy ów problem dopiero się zaczyna, zmienia się z jednego w drugi kłopot, gdyż dziecko już istnieje. Trafia ono do obcych ludzi, gdzie trudno, aby ktoś obdarzył go rodzicielską miłością. Dla osób pracujących w domu dziecka te zajęcie to tylko praca zarobkowa, a nie dosłowne matkowanie i ojcowanie dzieciom. Wbrew pozorom nie jest łatwo o znalezienie rodziny adopcyjnej, gdyż niewiele osób chce wychowywać nieswoje dziecko. Nie wiadomo do jakiej rodziny ono trafi. Zawsze istnieje zagrożenie przemocą wobec dziecka. Co, gdy w do tej pory bezdzietnej i bezpłodnej rodzinie, do której trafi porzucone dziecko, kobieta jednak „cudownie” zajdzie w ciążę i rodzina ta powiększy się w naturalny sposób? Czy adoptowany potomek nie będzie czuł się przy swoim przybranym rodzeństwie gorzej, jako ten wzięty z sierocińca? Co, gdy w ogóle dowie się, że jest porzucone i adoptowane? Dziecko będzie dorastać z myślą, że jest niechciane, porzucone, gorsze. Co, gdy dowie się, że pochodzi z gwałtu, że jego ojciec jest przestępcą i zboczeńcem, że płód, z jakiego powstało, rozwijając się w łonie matki zadawał jej cierpienie? Co, gdy będzie chciało odszukać biologicznych rodziców? Co, gdy ich znienawidzi? I w końcu, co zdarza się rzadko, ale się zdarza, taki porzucony wychowanek domu dziecka czy rodziny adopcyjnej wchodzi w związek intymny z drugą osobą, nie wiedząc, że jest to… jego brat lub siostra. W wyniku anonimowości przy oddawaniu dziecka i adopcji może dochodzić do związków kazirodczych bez wiedzy obu stron, a także do planowanych narodzin dzieci z takich związków. I warto także rozpatrzyć sytuację też drugiej strony – rodziców biologicznych porzuconego dziecka. Decyzji o oddaniu dziecka łatwiej jest żałować niż decyzji o aborcji, gdyż w tym pierwszym przypadku to dziecko istnieje. Z tym matka i jej partner zostaje już na zawsze wiedząc, że ich dziecko gdzieś jest, ale nie wiedząc, co się z nim dzieje, gdzie jest, co robi. Co, gdy rodzice zechcą odnaleźć swe dziecko? Co, gdy będą mieli taką możliwość, ale będzie zżerał ich strach? Co, gdy ojciec nawet nie będzie wiedział, że kobieta, z którą był zaszła z nim w ciążę i porzuciła urodzone dziecko, mimo, że on ma prawo wiedzieć o ciąży i narodzinach i ma prawo do równego współdecydowaniu o jego dalszych losach? Należy także pamiętać, że ze środowisk dzieci, które mają nieszczęśliwe dzieciństwo często wywodzą się przestępcy. Często ich cechą charakterystyczną jest właśnie trudny okres dzieciństwa, patologie w środowisku wychowania, porzucenie przez rodziców. Dziecko ma prawo nie tylko do życia. Ma także prawo do godnego życia, do szczęścia, edukacji, opieki zdrowotnej, do informacji na temat tożsamości, do wolności od indoktrynacji religijnej, do bezpieczeństwa. Nawet w świecie zwierząt obserwowane jest zjawisko, gdzie w przypadku ograniczonych zasobów pożywienia w środowisku ich życia rezygnują one z prokreacji. A ludzie omamieni świętością życia protestują przeciwko antykoncepcji, prezerwatywom i aborcji nawet w zagrożonej biedą, głodem i AIDS Afryce. I jak to o „obrońcach życia” świadczy? 

    Kobieta po aborcji jest stygmatyzowana Kobiety

    Bez mojego odzewu i krytyki nie mógł spokojnie przejść przez internet jeszcze jeden oburzający wręcz argument opowiadający się rzekomo przeciw aborcji, jakim mają czelność „chwalić się” wyznawcy ideologii pro – life. Jaki? Jest to argument z krytyki kobiety po aborcji. Jego treść wskazuje na twierdzenie, że kobieta, która usuwa ciążę naraża się na krytykę, stygmatyzację i potępienie przez osoby przeciwne zabiegom aborcyjnym, które obserwują ją z zewnątrz. Może ona się z tym źle czuć, że sama jest wyzywana nawet od zabójczyń. Jest to argument na tyle ciekawy, że stanowić może podstawę do wnioskowania, iż badania, które wykazują, że rzekomy syndrom poaborcyjny nie istnieje i miał on zostać wymyślony na potrzeby ideologii mówią prawdę. Jeśli będzie się robiło taki ideologiczny szum wokoło aborcji, będzie się demonizować ją, a kobiety, które jej dokonały wpędzać tym samym w poczucie winy, wyzywać od dzieciobójczyń i wmawiać, że zabiły swe dziecko nic dziwnego, że kobiety te będą się ze swoją aborcją czuły przygnębione. Zwłaszcza, gdy niektóre panie podobno doświadczyły go po wielu latach po zabiegu aborcyjnym, akurat wtedy, gdy odżyła społeczna nagonka pod adresem aborcji i kobiet po niej. W efekcie kobiety, które usunęły ciążę faktycznie mogą doświadczać negatywnych emocji, ale nie są one wynikiem przerwania ciąży tylko stygmatyzacji aborcji i ich samych, tym samym. Zatem „obrońcy życia” argumentując, oczywiście marnie, występowanie syndromu postaborcyjnego, powołują się na korelację (współwystępowanie obu zjawisk razem – aborcja i negatywne odczucie emocjonalne z nią związane). Aby odkryć, czy syndrom poaborcyjny istnieje rzeczywiście czy jest tylko kobietom wmówiony, gdzie nie wskazuje się na to, co kobieta po aborcji czuje, a raczej na to, co powinna czuć w przeświadczeniu „obrońców życia”, co oni chcieliby, aby czuła, co ma czuć z ich rozkazu, należy wykazać istnienie łańcucha przyczynowo – skutkowego (wykazać co jest skutkiem czego i co jest przyczyną czego, że jedno wynika z drugiego). W tym przypadku ciągu przyczyn i skutków nie ma. Jest tylko w rzeczywistości nic nie mówiąca nam korelacja. Przypominam, że jest to typowa cecha pseudonauki, czyli sprawiania pozorów naukowości, dobry sposób na manipulację i dezinformację. Ale wracając do omawianego tu argumentu podobno opowiadającego się przeciwko przerywaniu ciąży. Co z nim jest nie tak? W rzeczywistości jest on ze strony „obrońców życia” strzałem samobójczym. Wbrew pozorom nie opowiada się on przeciw aborcji tylko przeciwko postrzeganiu jej jako zło i stygmatyzacji kobiet, które ją wybrały. Dlaczego? Podobny argument jest wysuwany przez środowiska prawicowe i homofobiczne przeciwko adopcji dzieci przez rodziny tęczowe. Jak on brzmi? Dzieci te będą stygmatyzowane i wyśmiewane przez swoich rówieśników, gdyż wychowują się one w rodzinach homoseksualnych. Przeciwko czemu ma opowiadać się ten godny politowania tekst? Przeciw uznaniu praw rodzin tęczowych czy przeciwko homofobii ze strony tych negatywnie nastawionych do wychowanków homoseksualnych rodziców rówieśników? To brzmi tak samo jak zwalanie winy na ofiarę gwałtu w przypadku jej zgwałcenia, gdyż pojawiła się ona w podejrzanym miejscu, późnym wieczorem, dołączając do podejrzanego towarzystwa, ubrana wyzywająco, nie pilnowała drinka (w przypadku gwałtu dokonanego za pomocą pigułki gwałtu). Podobne jest to do zwalania winy za pedofilię na dziecko i/lub jego rodziców (takie rzeczy możliwe przede wszystkim w przypadku pedofilii kościelnej). Podam bardziej wyjaśniający przykład: muzułmanin i chrześcijanin. Argument przeciw wyznawaniu religii chrześcijańskiej: Nie wyznawaj religii chrześcijańskiej, bo Cię muzułmanin zabije. Czy to argument przeciwko wierze chrześcijańskiej czy raczej przeciw mordowaniu chrześcijan przez muzułmanów (albo kogokolwiek). Chrześcijanin nie jest niczemu winien. Ma on pełne prawo wyznawać i praktykować swoją religię. Ważna jest wolność wyznania. Każdy, w myśl tego prawa, może wierzyć, w co chce. To muzułmanin (czy ktokolwiek inny) nie ma prawa go mordować, poniżać, dyskryminować, stygmatyzować czy naśmiewać się z niego. Winny zawsze jest oprawca, nie ofiara. Jeśli zatem ktoś, ktokolwiek będzie stygmatyzował i krytykował kobietę za dokonaną przez nią aborcję to świadczy tylko i wyłącznie o nim, a świadczy o tym, że to ten ktoś ma problem, a nie ta kobieta. Nie mamy prawa potępiać kogoś za jego poczynania, do czasu, aż te poczynania nie naruszają praw drugiego człowieka lub innej świadomej istoty. Tak więc, nie możemy stygmatyzować kobiety za usunięcie wczesnego płodu, gdyż zarodek i wczesny płód to ani człowiek ani świadoma istota.             

              Prawo do aborcji

© Aktywny ateizm potrzebny od zaraz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci