Menu

Aktywny ateizm potrzebny od zaraz

Wieże World Trade Center, po których został tylko gruz i pył, około miliona ofiar ludobójstwa w Rwandzie, wojny, homofobia, rasizm, łamanie praw reprodukcyjnych kobiet - to tylko niektóre z wielu rożnych problemów współczesnego świata. Może warto jednak poświęcić niedługą chwilę na szybki rachunek sumienia i zadać sobie pytanie: czy naprawdę nie jestem w stanie zrzucić ze swych oczu tych bezsensownych klapek ignorancji i dostrzec faktycznej przyczyny rozlewu krwi i cierpienia na świecie? Czy naprawdę muszę udawać, że nieznany jest mi powód tych wszystkich problemów? Przestańmy się wreszcie oszukiwać i powiedzmy to głośno: religia to jedno ze źródeł zła na świecie. Nie ważne w co wierzymy bądź nie wierzymy. Przeciwko agresji, przemocy i nietolerancji powinniśmy wystąpić wszyscy, bez względu na wyznanie czy poglądy polityczne. Wszyscy solidarnie powinniśmy stanąć przeciwko zagarnianiu majątków przez kościół, pedofilii, terroryzmowi, łamaniu praw człowieka, zmuszaniu do rodzenia zgwałconych kobiet. Nie mówię tego tylko do ateistów. Jeśli ktoś naprawdę wierzy w Boga, nie powinien zamykać go w książce popierającej niewolnictwo i udawać, że jego pośrednikami są mężczyźni gwałcący dzieci czy ubierający kobiety w burki. Pora przyznać, że to co miało uczynić świat lepszym, przyniosło odwrotny skutek. Religia za długo panowała nad nami. Aby wszystko naprawić, teraz my musimy zapanować nad nią.

Co niektórzy myślą o islamie?

racjonaliska

Ten wpis będzie różnił się od pozostałych, dotychczasowych moich wpisów i będzie on opisywał wyniki moich bezpośrednich obserwacji i wniosków, jakie z nich wyciągnęłam. Dotyczy on religii islamskiej. Myślałam, że wyznawcy religii chrześcijańskiej, katolickiej i osoby o poglądach prawicowych będą miały inne podejście do islamu niż te, które sama dostrzegłam. Oczywiście nie twierdzę, że opisany poniżej tutaj stosunek do tego systemu religijnego jest jednakowy dla całego środowiska prawicowego i katolickiego. To byłoby uogólnianie i dokonywanie generalizacji. Napiszę tylko o tym, co sama zauważyłam. Studiuję na wydziale teologicznym. To świetne środowisko do prowadzenia obserwacji, na podstawie których moje poglądy przekształciły się na przekonania o charakterze lewicowym, antyklerykalnym i ... islamosceptycznym. Rozpoczęcie studiów w takim miejscu i bliższe zetknięcie się ze środowiskiem konserwatywnym i proklerykalnym odwróciły moje postrzeganie świata do góry nogami. A raczej postawiły go na nogi, tak jak faktycznie się rzeczy mają.

Największe zagrożenie współczesnego świata Islam

Na przedostatnie zajęcia ćwiczeniowe z pewnego przedmiotu w semestrze nasza grupa otrzymała za zadanie przygotować i wygłosić krótką, góra dziesięciominutową prezentację na temat tego, co my sami postrzegamy jako największe zagrożenie społeczne w czasach współczesnych. Gdy tylko usłyszałam zagadnienie na pracę domową pierwsze, co przyszło mi na myśl to oczywiście religia. Niestety, na wydziale teologicznym wewnątrz środowiska katolickiego składającego się z osób wierzących ten temat do świadomości odbiorców raczej by nie dotarł, a nawet zostałby odebrany jako "agresywny" przejaw wojującego ateizmu. Zatem pomyślałam: nie wypada. Temat o sektach szybko został zajęty przez inną osobę. O tym zagadnieniu pomyślałam na drugim miejscu mimo, że nie dostrzegam większych, bardziej znaczących różnic pomiędzy sektą a religią, a prezentując tę problematykę nie ominęłabym sekty Świadków Jehowy (niektórzy nie postrzegają tej grupy wyznaniowej jako sekty mimo, iż nią jest; nawet u mnie w gimnazjum nauczycielka zapewniała, że te wyznanie nie jest sektą, przy okazji omawiania problemu sekt). Wszyscy informowali siebie nawzajem jaki temat zajmują po to, aby się one niepotrzebnie nie powtarzały. Ja z tym zwlekałam. Aż do tego momentu, kiedy to wszyscy z mojej grupy zarezerwowali sobie omawianą na zajęciach tematykę i zostałam tylko ja. Nikt nie wpadł na przedstawienie tej samej tematyki co ja. Dlatego nie podałam jej grupie do informacji z wyprzedzeniem. Inne osoby omawiali zagadnienia, które faktycznie są zagrożeniem dla społeczeństwa i to poważnym, jak sekty czy alkoholizm. Niektóre z przedstawionych rzekomych zagrożeń nie były w rzeczywistości dostrzegane przeze mnie jako realny problem, na przykład... nocne kluby, gdzie od osiemnastego roku życia można wejść, umówić się na seks, wymienić się partnerkami i partnerami. Albowiem wyznacznikiem tego, czy takie coś jest zagrożeniem społecznym dla innych jest wola uczestnika. Jak to się mówi: chcącemu się krzywda nie dzieje. Podstawą w takiej sytuacji jest rzetelna edukacja seksualna wyniesiona z nauczania szkolnego, dostęp do taniej antykoncepcji i wyrażenie zgody na tego typu praktyki. Na podstawie wiedzy o seksualności i metod zachowania ostrożności człowiek podejmuje decyzję czy chce czy nie chce uczestniczyć w takich praktykach, a jeśli tak, to jak i na jakich warunkach. Najważniejsze jest to, aby nikogo do niczego nie zmuszać, natrętnie nie przekonywać, nie nagabywać. Człowiek za sprawą wyniesionej edukacji zdrowotnej i seksualnej jako aspekt poznawczy postawy wykształca w sobie podejście do tego typu spraw, na podstawie informacji, jakie posiada podejmuje decyzję o uczestniczeniu w takich rozrywkach będąc świadom ewentualnych konsekwencji, godząc się na pewne ryzyko i zdobywając się na gotowość do ponoszenia za nie odpowiedzialności. Innym tematem jaki się pojawił na zajęciach, a jaki z mojego punktu widzenia może być postrzegany jako zagrożenie tylko połowiczo to feminizm, gdzie studentka wygłaszająca ten temat przyznała, że samo zabieganie o prawa kobiet jest pozytywne. Skrytykowała ona jedynie feminizm współczesny, gdzie feministki i feminiści domagają się prawa do aborcji, negują małżeństwo i macierzyństwo, a kobiety miałyby podobno upodabniać się do mężczyzn. Te dwa ostatnie zarzuty pod adresem feminizmu nie mogą jednak obciążać racjonalnego feminizmu egalitarnego (nie wiem, jak jest w przypadku feminizmu w wersji „nawiedzonej”, po tym feminizmie faktycznie można spodziewać się wszystkiego). W przypadku zabiegania o prawo do aborcji… no cóż, lepiej żeby racjonalny feminizm się o nie upominał (są feministki, które sprzeciwiają się prawu do aborcji, gdyż dały zwieść się ideologicznym hasłom o człowieku od poczęcia; pierwsze feministki aborcję potępiały jako część patriarchatu, gdzie mężczyźni nakłaniając swe partnerki do usunięcia ciąży mogli umyć ręce z problemu). Jednakże taki feminizm także będzie postrzegany negatywnie, jeśli jako coś złego będzie postrzegane prawo do aborcji. Ja jako swój temat na prezentację wybrałam najniebezpieczniejszą z współczesnych religii, gdyż do tego jednak chciałam nawiązywać – islam.

Religia jako zagrożenie? Terror islamski

Zaciekawiły mnie reakcje studentek z mojego roku, gdy powiedziałam, że jako największe zagrożenie społeczne współczesnego świata omówię islam. Spodziewałam się bowiem nieco innej reakcji. Od jednej dowiedziałam się, że islam to nie tyle co religia a raczej bardziej ideologia (jakby religia nie należała do ideologii). Na pewnym wykładzie w pierwszym semestrze omawialiśmy islam jako wyraźną religię. Oznajmiła także, że jest za wolnością wyznania, ale islam faktycznie jest kłopotliwy. Co jej przeszkadza w tej religii? Głośne i hałaśliwe nawoływanie do modlitwy. Pomyślałam: na prawdę? To jest aż tak utrudniające życie? To tak jakbym ja powiedziała, że przeszkadzają mi kościelne dzwony. Uważam, że to jest niczym w porównaniu z atakami terrorystycznymi, obrzezaniem dziewcząt i chłopców, zmuszaniem kobiet do noszenia czarnych płacht. Inna osoba słysząc moją tematykę zapytała: ale religia jako zagrożenie? Sam fakt, iż jako współczesne zagrożenie społeczne przedstawiam religię, jakąkolwiek, jeden z systemów religijnych wzbudził w odbiorcy zainteresowanie. Myślałam, że znaczna większość osób będzie postrzegała islam jako niebezpieczeństwo, dla mnie jest to oczywiste. Okazuje się, że tak raczej byłby oceniany, gdyby nie przylepiono mu etykietki z napisem: religia. Gdyby nie wpojono ludziom za młodu za pomocą indoktrynacji religijnej, że wiara jest cnotą a człowiek wyznający jakąś religię odznacza się wartościami. Dlatego uważam, że gdy dostrzeżemy niebezpieczeństwa w samej religii, w samej wierze w coś, co nie jest poparte dowodami zrozumiemy również i islam. Wiele z tego, co było i jest dokonywane przez różne religie na świecie byłoby dostrzegane jako niedopuszczalne. Ale wystarczy dokonywać tego pod fasadą religii, wartości, usprawiedliwiać te czyny Bogiem, własnym guru, aby okropieństwa te spotkały się z pobłażliwością. Według niektórych islam, a także analogicznie inne religie nie może dokonywać aktów szkodliwych z samej swojej definicji, tylko dlatego, że jest religią. Opatrzenie czegokolwiek takim określeniem automatycznie oczyszcza to z jakichkolwiek zarzutów. Moje krótkie przemówienie napisane na kartce zaczęłam od wyrażenia swojego zrozumienia dla osób, które będą się dziwić, iż jako zagrożenie przedstawiam islam, gdyż religia, jak nas przekonywano, miała uczynić świat lepszym, dodawać otuchy. Jednakże w przypadku islamu chyba oczywiste jest, że sprawy obierają odwrotny kierunek. Wspomniałam o jednym z najgłośniejszych destrukcyjnym dokonaniu inspirowanym naukami islamu, czyli ataku na World Trade Center. Powiedziałam o zabójstwie Theo Van Ghoga w Holandii, a także o wynikach badań pewnego psychologa, który stwierdził, że około 70% młodocianych przestępców w Danii ma pochodzenie islamskie. Przytoczyłam cytat autorstwa Sama Harrisa, dotyczący islamu. Przedstawiłam go jako krytyka tej religii, nie wspominając, że jest on w ogóle krytykiem wszystkich religii, również chrześcijańskiej i przedstawicielem nowego ateizmu. Zwróciłam uwagę na fakt, że islam jest religią wojującą za pomocą terroryzmu, która chce, aby wszyscy nawrócili się na wiarę w Allaha i zabiega o zdobywanie nowych wyznawców, niestety siłą. Co usłyszałam w odpowiedzi? Nauczycielka skomentowała moją prezentację, twierdząc, iż szanuje moje zdanie na temat islamu, ale nie zgadza się z nim. Uważa bowiem, że islam sam w sobie nie jest problemem, a raczej są nim grupy terrorystyczne, takie jak ISIS, które skupiają się wokół islamu. Sama doktryna tej religii nie ponosi winy za akty terroryzmu, dokonywane przez muzułmanów. Uzasadniła to tym, że niektórzy imamowie potępiają islamski terroryzm. Można spotkać także wielu pokojowych wyznawców mahometanizmu. Na to odpowiedziałam, że jest raczej na odwrót. To pokojowi i liberalni muzułmanie stanowią takie spokojne grupy, jednocześnie wyznając doktryny mahometańskiej religii. Wykładowczyni argumentowała swe zdanie wnioskami, jakie wyciągnęła ze swoich własnych obserwacji podczas pracy z kobietami po obrzezaniu. Co prawda tego drastycznego procederu nie powinno się wiązać wyłącznie z religią islamską, gdyż takiego obrzezania dokonują także wyznawcy niektórych odłamów chrześcijaństwa (koptowie) oraz animiści. Islam jednak w tym obrzędzie przoduje mimo, że w Koranie nie ma słowa na temat obrzezania ani dziewczynek ani chłopców, a mówią o nim raczej Hadisy. Zainteresowało mnie także i to, że przeczyć teorii niewinności islamu i winy leżącej po stronie pojedynczych grup terrorystycznych mają przytoczone przeze mnie wyniki badań duńskiego psychologa, gdzie stwierdził on, że około 70% młodocianych przestępców w Danii wychowywała się w religii islamskiej i ma takie pochodzenie. Zatem sedno sprawy nie leży w pojedynczych grupach terrorystycznych jak ISIS czy Al Kaida, tylko w samym wychowaniu islamskim, samej indoktrynacji religijnej, którą faszeruje się każdego muzułmanina od najmłodszych lat. Takie wychowanie w duchu islamu jest w tej religii silne i rozpoczyna się wcześnie. Nie ma co się dziwić rodzicom dzieci wychowywanych w tej wierze. W trzynastu krajach na świecie (wszystkie są państwami muzułmańskimi) za porzucenie islamu grozi kara śmierci. Silna indoktrynacja religijna za pomocą nauk islamu ma chronić przed zwątpieniem w doktryny tej religii, które mogłoby skutkować odejściem od wiary. Na sali podniosły się także i głosy, że islam ma dużo problemów natury politycznej. Czy przekonało mnie to do twierdzenia, że islam sam w sobie za nic nie ponosi winy? Nie. Według prawa szariatu islam jest religią, polityką, filozofią, sposobem na życie i tak dalej i tak dalej. To wszystko jest sobie równe. Kiedy ktoś mówi, iż akty terroryzmu były dokonywane z winy polityki brzmi to tak, jakby mówił, że akty terroryzmu są dokonywane z winy religii. W islamie nie ma rozdziału religii od polityki państwowej, co jest charakterystyczne dla państw wyznaniowych. To prawda, że spotkamy całą masę muzułmanów pokojowych i liberalnych, nie wszyscy muzułmanie to przecież terroryści, to zwykły stereotyp, generalizacja i uogólnianie, ale porzucenie przez nich wojowniczości ich religii zaszło nie w myśl doktryn islamu, a raczej wbrew nim. Zadziałały tu wewnętrzne mechanizmy warunkujące moralność naszego gatunku, takie jak poczucie winy czy empatia, które wyewoluowały w nas przez tysiące lat ewolucyjnych przemian w sposób opisany przez Darwina. Z obserwacji wspólnego życia ponadto wynika prosty wniosek, że zwariowalibyśmy, gdyby większość z nas stosowała przemoc. Widzimy, że każdy z nas chce żyć w spokoju, a nie w strachu przed drugim człowiekiem. Podstaw do moralnego i etycznego zachowania zawartych w koranicznych księgach jest jak na lekarstwo. Powiedziałam także, iż w Koranie można znaleźć fragmenty nawołujące do przemocy i zabijania niewiernych (pomyślałam przy tym: A w Biblii nie?) Jednakże nauczycielka powoływała się na wypowiedzi niektórych imamów potępiających terroryzm. Jakby puste i nic nie znaczące słowa miały tu jakieś większe znacznie. Ten sam imam tego samego dnia, po wygłoszeniu takich słów, może budować w swych wyznawcach pobożną nienawiść. Słowa potępienia dla islamskiego terroryzmu to tylko ładnie wyglądająca, czy raczej brzmiąca powierzchowność. A nawet jeśli ów imam wygłasza takie tezy szczerze, nie tylko po to, aby usprawiedliwiać islam, to nic jego słowa nie dają – zakorzeniona głęboko w dogmatach islamu przemoc jest realizowana. Dodam do tego, że również Kościół Katolicki w swych encyklikach miał potępiać nazizm, oczywiście tylko słownie. Gdy upewnił się, że jego wierni to łyknęli, kontynuował swe profaszystowskie działania. Tak więc słowa a realia to dwa różne światy. Ponadto nawet jeśli problemem nie jest islam, tylko pojedyncze grupy z nim sympatyzujące jak ISIS, jest dla mnie interesujące, że najwięcej jest właśnie takich radykalnych ugrupowań terrorystycznych skupiających się właśnie wokół islamu. Akurat tę religię terroryzm sobie upodobał – nie chrześcijaństwo, nie hinduizm, nie buddyzm; tylko właśnie islam.

Islam nie ma autorytetu?    Islamska religia

Druga i ostatnia z sytuacji, które chciałam tutaj opisać miała miejsce w innym zupełnie semestrze i na zwykłym wykładzie. W czasie takich zajęć wykładowcy nie raz odchodzą od tematu na rzecz dygresji traktujących o różnych rzeczach. Na tej lekcji pani wykładowczyni zaczęła rozwodzić się nad islamem. Powiedziała, że jego nie rozumie i nie wie, o co mu chodzi. Jest przecież religią, a religia nie może nikogo krzywdzić, zadawać bólu i cierpienia, wspierać terroryzmu. Gdyby tak było, można byłoby zastanawiać się na ile faktycznie jest religią (zabrzmiało to tak, jakby religia z samej swojej definicji nie mogła robić niczego złego). Religia ma nieść pocieszenie, pomagać. Od zła musi z cała pewnością trzymać się daleko. Kontynuowała swą wypowiedź, mówiąc, iż usłyszała słowa pewnego imama, który stwierdził, że w Koranie nigdzie nie jest napisane, aby muzułmanin miał zabijać niewiernych. Sam terroryzm nie wynika z islamu. Jest jedynie wypaczeniem prawdziwej wiary i nie jest częścią mahometańskiej religii. Łatwo, zdaniem ów imama, wypaczyć religię islamską, gdyż islam nie posiada autorytetu, który miałby nakierowywać wiernych na właściwą drogę i pomagać w interpretacji Koranu. W ten sposób niekierowani przez nikogo muzułmanie mieliby wypaczać doktryny swej wiary i dokonywać aktów terroru. Nauczycielka wypowiedziała się, na podstawie ów wypowiedzi tego imama, pozytywnie o chrześcijaństwie i Kościele Katolickim, jako, że ta religia posiada autorytety i swoich hierarchów (księży, biskupów, arcybiskupów i papieża). Stwierdziła, że wiele osób właśnie tych przywódców religijnych krytykuje, a tutaj okazuje się, że są oni bardzo potrzebni i odgrywają ogromną rolę. Bez autorytetu łatwiej o wypaczenie wiary. Co uderzyło mnie w wywodzie wykładowczyni? Uwierzyła w to, co usłyszała, mimo, że usłyszała to od imama. Wyznawca religii islamskiej oczywiście będzie chciał swą wiarę przedstawić w jak najlepszym świetle, oczyścić ją z zarzutów i usprawiedliwiać. To, że Koran nie zachęca do zabijania nie muzułmanów to zwyczajne kłamstwo – posiada on fragmenty nakłaniające do przemocy wobec niewiernych, a Mahomet – prorok islamu – był wojownikiem. Terroryzm natomiast jest częścią religii islamskiej, wynika bezpośrednio z wierzeń islamskich i nie jest wypaczeniem prawdziwej wiary, a pisał o tym Sam Harris w swej książce pod tytułem „Koniec wiary – religia, terror i przyszłość rozumu”, którą napisał po atakach z 11 września. W islamie rzeczywiście nie istnieje oficjalnie żadna hierarchia duchowieństwa. Imam, który mógłby się wydawać swego rodzaju muzułmańskim odpowiednikiem katolickiego księdza jest jedynie członkiem wspólnoty, nie jest kapłanem, a członkiem społeczności wiernych, który prowadzi modlitwy. Muezzin (nawołujący do modlitwy) też duchownym nie jest. Takie osoby jak aamij czy tafsir to są znawcy islamu, którzy też nie stanowią osób duchownych. Jedynie w islamie szyickim można doszukiwać się stopni duchowieństwa, jak na przykład ajatollah. Faktem jest, że głównego autorytetu w islamie nie znajdziemy. Ale sądzę, że doszukiwanie się w tym fakcie przyczyn terroryzmu jest sporym nadużyciem. Kościół Katolicki posiada wyraźnie wyodrębnioną hierarchię duchownych. Czy twierdząc, iż islam winien jest terroryzmu z powodu wypaczenia doktryn islamu, gdyż wierni nie posiadają autorytetu sugeruje się, że gdyby odebrać chrześcijanom ich duchowieństwo nie wiedzieliby oni jak interpretować Biblię i dołączyliby oni do szeregu terrorystów? Czy tylko księża, biskupi i papież dzielą katolików od krucjat? Nie słyszałam dużo o ludobójstwach i aktach terroryzmu dokonanych przez wolnych chrześcijan (chrześcijan uznających Biblię bez przewodnictwa „wysłanników Boga” na ziemi i przypisywania swej wiary do któregoś z chrześcijańskich wyznań). Ponadto jest zupełnie odwrotnie niż tutaj sprawa jest przedstawiana. To właśnie ślepe i bezwzględne posłuszeństwo i uznawanie autorytetów, charakterystyczne dla wielu religii, doprowadziło do najgorszych zbrodni i ludobójstw, a także wojen. Przykładem jest katolicyzm, nazizm czy komunizm. Po za tym muzułmanie mają swój autorytet w osobie proroka Mahometa, wojownika i pedofila, którego mają naśladować, a którego tak bronią, że są w stanie zabić za narysowanie jego karykatur. To świadczy o tym, że Mahomet jest uznawany jako autorytet. Osobiście nie widzę sposobu na to, aby w jakiś sposób oczyścić islam ze stawianych mu zarzutów i sądzę, że jest on obecnie największym zagrożeniem współczesnego świata i najgorszą religią.           

 

© Aktywny ateizm potrzebny od zaraz
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci